Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zobacz - jeśli tylko chcesz.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zobacz - jeśli tylko chcesz.... Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 września 2011

Miłość Boga do człowieka...

W liturgii, dzisiejszy- "poaklamacyjny" werset brzmi następująco: "Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne".
Pewnie wielu skojarzy te słowa z chrześcijańskim przebojem (zresztą bardzo przyjemnym dla ucha), wykonywanym przez młodzieżowe schole i grupy oazowe w całej Polsce , szczególnie w okresie bożonarodzeniowym (pomimo pewnych zmian składniowych, które zostały wprowadzone na potrzeby melodii).
Warto odczytać i zinterpretować jednak tą frazę nieco głębiej... Nie ma chyba dla człowieka piękniejszego słowa niż słowo: "Kocham". Kiedy jest jeszcze ono podparte konkretnym działaniem, można powiedzieć, że ten, w którego kierunku owe działanie zostało skierowane, jest wielkim "szczęściarzem".
Św. Paweł w swoim liście do Koryntian (1 List Św. Pawła do Koryntian, 13,1-13) stworzył fenomenalny obraz miłości. Prostotą formy przekazał bardzo bogatą treść... pisał:
...
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma
...
Bardzo często "Hymn o miłości" odczytywany jest podczas uroczystości ślubnych, jako pewna idylla relacji kobiety i mężczyzny. Czasem warto jednak popatrzeć na niego jako na przykład interakcji Bóg - człowiek, a dokładniej oddziaływania Boga na człowieka. Gdybyśmy w liście Pawła do Koryntian zamiast słowa "miłość" napisali "Bóg", powstałby naprawdę niezły tekst ... a tu już niedaleko do stwierdzenia, że "Bóg jest miłością". W czym w takim razie ta miłość się objawia? Chyba właśnie w tym: "Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego"... czyli oddał to, co miał najcenniejszego. Mało tego, pozwolił On, by ludzie jego najcenniejszy skarb - Jezusa zabili i aby "każdy, kto w Niego wierzy, miał (ma) życie wieczne". Czy trzeba czegoś więcej?

wtorek, 6 września 2011

Duch Święty, czyli chrześcijański fenomen...

"Duchu Święty, który oświecasz serca i umysły nasze, dodaj nam ochoty i zdolności, aby ta nauka była dla nas pożytkiem doczesnym i wiecznym..." - chyba każdy z nas, zna słowa tej modlitwy na pamięć, a już na pewno Ci, którzy mają okazję zasiadać w szkolnych ławkach na lekcjach religii - gdzie ksiądz bądź (ubrana w sto odcieni szarości) katechetka z całą klasą odklepuje ją przed zajęciami. Napisałem: "odklepuje", nie bez przyczyny. Często bowiem modlimy się zupełnie bezmyślnie, ale to chyba temat na osobny artykuł.
Z wielką przyjemnością, wchodzę ponownie na właściwe tory, by krążyć wokół tego fenomenu, jakim niewątpliwie jest Duch Święty.
Tu pojawia się pytanie wyjściowe: kim on, tak naprawdę jest? ... Porywałbym się z motyką na słońce, próbując go jednoznacznie opisać. Mogę spróbować jednak zbudować owego Ducha pewne wyobrażenie... Ceniony reżyser teatralny i filmowy - Michał Kwieciński jest autorem filmu "Biała sukienka", który władzę TVP namiętnie transmitują każdego roku, w "Boże Ciało". Jeden z wątków tego obrazu, kręci się wokół zażartej dyskusji teologicznej dwóch młodych mężczyzn. Jeden z nich okazuję się później być zresztą księdzem. Ciekawą postacią jest natomiast ten drugi osobnik, podający się za zdeklarowanego ateistę. Nie wspominał bym pewnie w ogóle o tym filmie, gdyby nie... jedna wypowiedź "niewiernego" bohatera; a brzmiała ona mniej więcej tak: " teoretycznie Bóg to Trójca Święta, czyli: Ojciec, Syn i Duch Święty, tak? ... OK, Boga Ojca czczą, ale Jezusa?... jeszcze bardziej. A już Ducha Świętego tyle co nic. A wiesz dlaczego?... Bo oni nie jarzą o co chodzi. A dlaczego nie jarzą? Aaa, bo trudno im jest to namalować... Bóg Ojciec? - proszę bardzo - dziadek z brodą i jest dziadek z brodą ... Jezus? - OK - pogodny hippis, cool... ale weź namaluj im Ducha? ..."
Zarówno Bóg Ojciec jak i Syn Boży to postacie, o których wyobrażenie ma prawie każdy. Te miliony ikon z Jezusem czy w nieco mniejszym stopniu z jego Ojcem (sprzedawane na każdym kroku) - są tego dowodem. Dziwne natomiast jest, że ciężko nam wyobrazić sobie to dopełnienie Trójcy, jakim jest Duch Święty. Jest on chyba najbardziej tajemniczą postacią całego "trio". Wprawdzie często przestawiany jako piękny biały gołąbek, z gołębiem hodowlanym wiele wspólnego to on nie ma.
O wyglądzie Ducha pisać i rozmawiać się chyba nie da, ale można zbudować jego "obraz", posługując się ... skojarzeniami. Osobiście, słysząc Duch Święty, myślę: Bóg, osoba, tajemnica, pomoc, niewidzialna siła, pocieszyciel...
Duch Święty, mimo tego, że jest ciężki do zweryfikowania, działa w naszym życiu z ogromnym natężeniem. Tu trzeba sięgnąć po encyklopedię każdego katolika - Pismo Św. O Duchu mowa jest w nim już w drugim wersecie księgi Rodzaju: „(...) a Duch Boży unosił się nad wodami”. Bardzo charakterystyczne są również słowa Jezusa na jego temat i na temat jego związku z ludźmi:

„Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze -- Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was” (J 14:16-18).

„A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14:26).

„Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe” (J 16:13).

Duch Święty ma wobec nas szereg zadań. Podstawową Jego rolą jest świadczenie o Jezusie. Duch przekonuje ludzkie serca o jego prawdzie; porusza nasze serca i umysły, wzywając nas do żalu za grzechy i zwrócenia się ku Bogu.
Kluczowy jest tu także fakt, że jest osobą pod każdym względem równą Bogu Ojcu i Synowi Bożemu.
Wszystko, co tu napisałem, może brzmieć jak nierealna bajka. Jednak obecność Ducha Świętego możemy odczuwać nieustannie w naszym współczesnym, rzeczywistym świecie. Sam posługuję się często wymowną frazą : "Duchu Święty, oświeć mnie" ( dobra rzecz na egzaminy, publiczne wystąpienia,a także na momenty, gdzie do podjęcia są kluczowe dla nas decyzje).
On działa, jeśli się go tylko o to poprosi. Nie ma tu nic do tego fakt, że ciężko go określić, narysować i pojąć. Jedyne co mówimy robić to wierzyć w jego moc, która jest przy nas od urodzenia, a w szczególnym stopniu od momentu przyjęcia sakramentu bierzmowania...

Duchu Przenajświętszy, racz mi udzielić daru mądrości, abym zawsze umiejętnie rozróżniał dobro od zła i nigdy dóbr tego świata nie przedkładał nad dobro wieczne;
daj mi dar rozumu, abym poznał prawdy objawione na ile tylko jest to możliwe dla nieudolności ludzkiej;
daj mi dar umiejętności, abym wszystko odnosił do Boga, a gardził marnościami tego świata;
daj mi dar rady, abym ostrożnie postępował wśród niebezpieczeństw życia doczesnego i spełniał wolę Bożą;
daj mi dar męstwa, abym przezwyciężał pokusy nieprzyjaciela i znosił prześladowania, na które mógłbym być wystawiony;
daj mi dar pobożności, abym się rozmiłował w rozmyślaniu, w modlitwie i w tym wszystkim, co się odnosi do służby Bożej;
daj mi dar bojaźni Bożej, abym bał się Ciebie obrazić jedynie dla miłości Twojej.
Do tych wszystkich darów, o Duchu Święty dodaj mi dar pokuty, abym grzechy swoje opłakiwał,
i dar umartwienia, abym zadośćuczynił Boskiej sprawiedliwości.
Napełnij Duchu Święty serce moje Boską miłością i łaską wytrwania, abym żył po chrześcijańsku i umarł śmiercią świątobliwą. Amen.

poniedziałek, 5 września 2011

Ile prawdy w tym, że Bóg jest zły?

Pytanie w temacie może wydawać się dość kontrowersyjne... Ja, jako młody, świadomy katolik powinienem odpowiedzieć po prostu: zero. Ale czy taka odpowiedź zadowoli tych najbardziej dociekliwych, albo tych, którzy sami doświadczyli cierpienia lub którzy to cierpienie obserwują w otaczającym nas świecie? No chyba nie...
Zadanie stoi przede mną tym trudniejsze, że specem od teologii czy filozofii kościoła specjalnym nie jestem. Spróbuję więc, pisać "na chłopski" rozum, w oparciu o źródła, które "dorwałem", przeczytałem i nad którymi dumałem sporo czasu...
Wielu tych, którzy propagują przekonanie o tym, że Bóg jest zły, posiłkuję się kilkoma wciąż powtarzającymi się pytaniami, mającymi oponenta niejako "zmieść" z powierzchni ziemi. Do takich oklepanych przykładów należą następujące: Jeśli Bóg kocha nas, to dlaczego rodzą się kalekie dzieci? Dlaczego tyle wojen? Dlaczego niewinni ludzie nagle giną w wyniku trzęsień ziemi, huraganów, powodzi i innych kataklizmów? Jak Bóg może pozostawać obojętny patrząc na katastrofy lotnicze, ataki serca, plagę chorób nowotworowych czy AIDS? Jeśli Bóg kocha nas, dlaczego nie uczyni coś, by zapobiec cierpieniom? (pytania te skopiowałem ze stronki http://czytelnia.chrzescijanin.pl/artykuly/oo/dlaczego_niewinni_cierpia.htm , ale fakt faktem, mogłem znaleźć je na każdej innej - w tym tkwi chyba pewien fenomen).
Odpowiedzi na wszystkie te pytania należy szukać w pojęciu dość szczególnym dla każdego katolika, w WOLNEJ WOLI. Bóg w całym swym ogromie i w swej wielkiej mocy, zaplanował świat dość szczegółowo, ale jako (nie boję się użyć tego słowa) dobry Tato, pozostawił swemu stworzeniu (czyt. nam) ten margines wolności, który pozwala nam decydować o sobie.
Zofia Nałkowska w "Medalionach" pisze, że "to ludzie ludziom zgotowali ten los"; fraza dość chwytliwa, skoro pojawiła się także w piosence jednego z polskich raperów. Chwytliwa, bo - prawdziwa, chciałoby się rzec. A to dlatego, że ciągłe obarczanie Boga (zamiast ludzi, rzecz jasna) o cierpienia naszego świata jest, mówiąc delikatnie - przesadzone. Przykład bardzo prosty: to pierwsi rodzice zerwali owoc, zjedli go i tym samym ściągnęli na nas, żyjących tysiące lat później owe cierpienie. Gdyby nie oni, wszyscy biegalibyśmy teraz szczęśliwi po Raju "na waleta", bez żadnych trosk i wszystkiego tego, co w jakiś sposób nas boli. To była ciężka, archaiczna amunicja, zmniejszmy może artylerię...
Logicznie rzecz biorąc, Bóg nie może i kochać i być pełnym mocy, podczas gdy cierpienie w dalszym ciągu istnieje (to zdanie też nalazłem na wspomnianej wcześniej stronce). Ale gdzie jest miejsce na logikę, mówiąc o Absolucie? Wyobraźmy sobie, że żyjemy w czasach II wojny światowej i jesteśmy aktywnymi działaczami "Podziemia". Jedna z akcji dywersyjnych nam nie wyszła, złapali nas Niemcy, jesteśmy przesłuchiwani... Nasza wolna wola daje nam wybór: możemy wydać swych współpracowników (to chyba nie najtrafniejsze określenie - szczególnie w dobie "polustracyjnej", ale żadne inne nie przyszło mi do głowy) i ujść z życiem lub trzymać język za zębami i być... rozstrzelani. Wybór ma również każdy z naszych katów: może nas rozstrzelać, może też puścić wolno, ale wtedy sam narazi się przełożonym. Właściwie w każdej kombinacji tych decyzji pojawi się cierpienie. Ale jaka w tym wina Boga? ... OK, mógł zejść do piekieł, "trzepnąć" szatana po głowie czy w każdy inny sposób zniszczyć go; ale wtedy ... zaingerowałby w naszą wolną wolę. Człowiek stałby się marionetką w rękach Boga - bez żadnej możliwości samodecydowania (a tego Pan nie chciał), o czym, z takim przejęciem pisali twórcy doby chociażby, Renesansu. Co to byłoby za stado, którym pasterz nie musi się opiekować, bo owieczki chodzą elegancko, jak w zegarku?
Przy całym moim bardzo sceptycznym nastawieniu do idei liberalizmu, jedną rzecz warto podkreślić: prezentowała ona tezę, że "wolność jednostki kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej jednostki". Słowa te - wyciągnięte jakby z utopii o społeczeństwie idealnym, w minimalnym stopniu kłócą się z pojęciem wolnej woli - tej danej nam od Boga, które ma dużo szersze znaczenie. Ale pomijając ten fakt, byłoby naprawdę pięknie, gdyby ludzie nie wyrządzali sobie SAMI krzywd. I tu pytanie: czy zależy to całkowicie od nas, czy może dużo w tej kwestii do powiedzenia ma Pan Bóg? Ja stawiam na to pierwsze. Ten, kto uważa inaczej, niech przywiąże się do drzewa na 3-metrowym sznurku i spróbuje iść na spacer po okolicy. Rzecz do zrobienia - niemożliwa, a tak właśnie byłoby, gdyby Bóg zniszczył szatana, zło i uwolnił nas od fizycznych, psychicznych bądź duchowych ułomności.
Nie warto jednak być wiecznie obrażonym i naburmuszonym na "Boskiego"- egoistą. Przecież to On jest naszym opiekunem, zawsze gotowym przyjąć nas pod swe skrzydła. Nikt nie broni nam "taranować niebios" modlitwami, które On cierpliwie wysłuchuje.
Cierpienie ma też drugi wymiar ... budujący. Często jest ono źródłem nawrócenia, a także bonusem przed czekającym każdego Sądem Ostatecznym. Dobroć,z której obdzierają Boga ludzie, daje także możliwość otrzymania łask szczególnych, niewytłumaczalnych "człowieczym" umysłem - są to cuda (zarówno te duchowe, jak i fizyczne) - a tu kłania się pokorna modlitwa.
Bóg kocha nas i dlatego przygotował drogę wyjścia poprzez Jezusa Chrystusa dla wszystkich ludzi - wliczając w to i ciebie, umożliwiając ponowny powrót do właściwej z Nim społeczności.

Pozwolę sobie po raz kolejny odwołać się do umiłowanej przeze mknie tak bardzo dziś stronki:
  • Bóg stworzył człowieka na swoje wyobrażenie, obdarzył go wolną wolą, która nadała człowiekowi szczególnego znaczenia.

  • Człowiek niewłaściwie wykorzystał swą wolność, przez co sprowadził chaos i zniszczenie na ziemię.

  • Rezultaty podejmowanych przez człowieka decyzji, mogą wpływać na innych ludzi w tym i zupełnie niewinnych.

  • Stąd też obecność cierpienia na ziemi jest wynikiem upadku człowieka a nie słabości Boga lub braku Jego miłości.

  • Znaczenie człowieka realizuje się w tym ze jego decyzje powodują ściśle określone rezultaty.

  • Konsekwencje ludzkich decyzji zależą od stabilności środowiska w którym człowiek przebywa, wymagają więc prawa jako zasady a nie cudu.

  • Bóg ustanowił prawa rządzące wszechświatem dla naszego dobra, wolności i znaczenia.

  • Obecnie Bóg nie może zmieniać tych praw po to by powstrzymać ograniczone w czasie cierpienia.


Wielu może pytać: jaka jest w takim razie wina matki, która bardzo pragnie zdrowego dziecka, w sytuacji, w której rodzi się ono kalekie? Dla zdeklarowanych ateistów czy być może także tych dociekliwych, ciągłe przywołanie obrazu z Raju nie będzie wystarczającą odpowiedzią. Trudno, bym ja (dopiero wchodzący w życie, bo rozpoczynający studia) jednoznacznie zadowolił swoją wypowiedzią właśnie ich, ale trzeba powiedzieć jedno ... czasem przez takie tragiczne dla nas wydarzenia, które godzą w nas - Bóg chce nam coś powiedzieć. Czasem może wystawia nas na próbę - jak Abrahama. Chce wiedzieć, czy w chwili słabości odwrócimy się od niego. Nie ma w tym jego złych zamiarów ... On zawsze jest gotów pomóc, gdy tylko się o to prosi...

a niech konkluzją tych rozważań będzie fakt, że zarówno modlitwa jak i wiara, czynią cuda...